Czy można przeżyć Wielki Post bez duchowej walki?

2017-02-27 nie-ma-chrzescijanina-bez-walkiCzy można przeżyć Wielki Post bez walki? Czym jest walka duchowa? Kto walczy z kim i o kogo? Czy walki trzeba unikać, czy w nią wchodzić? To są pytania o jeden z istotniejszych tematów życia na pustyni, w ciszy, na drodze Wielkiego Postu? Chciejmy poszukać odpowiedzi w Ewangelii Mk 10, 17-27.

Jezus i uczniowie są w drodze do Jerozolimy. Tego dnia wychodzi im na spotkanie pewien człowiek. Upada przed Jezusem i pyta o życie wieczne. Z dialogu z Jezusem dowiadujemy się, że jest gorliwym Żydem. Można powiedzieć, że egzamin ze Starego Testamentu zdaje na szóstkę z plusem. Jest jednak w jego sercu pragnienie czegoś więcej. Możemy domyślać się, że jest prowadzony miłością Bożą. Kiedy zbliża się do Jezusa, ku swojemu zaskoczeniu doświadcza, że zaczynają narastać w nim problemy. Mógł się spodziewać, że im bliżej Jezusa tym będzie łatwiej, a on doświadcza, że spotkanie z Jezusem wywołuje w jego umyślę walkę.

Chciejmy teraz uważnie patrzeć na Jezusa, zwłaszcza na Jego oczy oraz słuchać Jego słów, które rozpoczęły walkę w człowieku. Ewangelista Marek zapisał: „Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł…”. Miłość i Słowo. Trudne słowa „idź sprzedaj wszystko, co masz”, są poprzedzone spojrzeniem Jezusa. Oczy Jezusa są przepełnione miłością do tego człowieka. Jezus go kocha. Miłość jest potężnym orężem Jezusa w tej walce. Zaczynamy rozumieć, że jedną ze stron w tej walce jest Jezus, a Jego orężem jest miłość. Słowa Jezusa zapraszają człowieka do przejścia na Jego stronę, do pozostawienia swojego starego myślenia i przejścia na to, co nowe, nieznane. Tą nowością jest Nowy Testament, jest Ewangelia, jest Jezus. Co dzieje się w umyśle tego zamożnego człowieka? Z jednej strony pragnie życia wiecznego, z drugiej strony pragnie utrzymać to życie, które ma: bezpieczne, bogate, zapewniające mu wielką przyszłość, spokojną starość i piękny pogrzeb. Można powiedzieć, że jego dylemat polega na wyborze między dobrem a dobrem. Walka trwa.

Jeśli jedną ze stron jest Jezus, to kto stoi po drugiej stronie? Czy po drugiej stronie stoi ów człowiek? Nie do końca! Po drugiej stronie walki jest zwodziciel. To wstrętny kuglarz, kłamca, ustawiacz pułapek, chytry krytyk, oskarżyciel, specjalista od czarnych scenariuszy. A co jest jego orężem? Jego orężem jest lęk. Ojcowie Pustyni, wielcy znawcy walki duchowej, którą przeżywali niemal każdego dnia w swoich egipskich eremach, prawdopodobnie rozumieliby walkę tego człowieka mniej więcej tak: „w myślach młodzieńca walczy demon chciwości, ale wcale nie kusi go do zdobywania większej ilości pieniędzy, ale wywołuje lęk przed pozostaniem bez środków do życia na starość, gdy człowiek nie będzie mógł już pracować. Pojawia się w tej perspektywie wizja głodu i konieczności przyjmowania pomocy od innych ludzi oraz niemożność dokonania czegokolwiek” [Włodzimierz Zatorski OSB, Osiem duchów zła, Wydawnictwo Benedyktynów, Tyniec 2012, s. 48]. Egipscy mnisi potwierdzają, że istotą każdej pokusy jest lęk, a demony ukrywają się za myślami.

Jaka zatem rola w tej walce przypada człowiek? Jest on polem bitwy. Umysł człowieka jest miejscem ten dramatycznej walki. A w tej walce chodzi o niego, o jego serce. Jak to się stało, że w tej walce lęk zasiany przez demona chciwości opanował myśli młodzieńca, gdy miłość Jezusa była tak blisko? Ewangelista Marek zapisał, że Jezus spojrzał na człowieka z miłością, ale nie zapisał, aby człowiek spojrzał z miłością na Jezusa. Ten człowiek nie widzi Jezusa. Sednem jego dramatu jest to, że jego religijność jest bez Jezusa. On pragnie życia wiecznego, ale w jego bardzo religijnym pragnieniu nie ma nikogo, jest pustka, nie ma Zbawiciela. Przypatrzmy się, na co on w ogóle patrzy? Jego oczy są rozbiegane między życiem wiecznym, a życiem doczesnym, jego myśli zapętliły się między jednym, a drugim. I ani razu jego spojrzenie nie spotkało się ze spojrzeniem Jezusa. Odrzucenie miłości Jezusa, odrzucenie Jezusa jest największą biedą człowieka. Ten dramat dotyka obie strony: i tego człowieka, i Jezusa. Bogaty człowiek odchodzi zasmucony. Prawdopodobnie ten smutek ma swoje źródło w gniewie, on spochmurniał. Jest zasmucony, bo rzeczywistość jest inna, niż on tego chce. Jezus też odczuwa smutek, ale źródłem smutku Jezusa jest utrata ukochanego. W smutku Jezusa, jest smutek Ojca, który oczami zmęczonymi od tęsknoty i łez patrzy na odchodzące dziecko.

To smutna historia, ale nieustępliwa miłość Jezusa pozwala nam mieć przekonanie, że to nie była ostatnia walka tego Młodzieńca, że on jeszcze nie jeden raz wróci do Jezusa, że jeszcze nie jeden raz Jezus stoczy w Jego umyśle walkę i zwycięży. Być może Słowo Boże, w tej historii bogatego człowieka, pragnie nas ocalić i umocnić na czas przeżywania duchowej walki. Sam Jezus także wchodzi w walkę. W Ogrodzie Oliwnym On też jest polem walki. Walczy o Niego sam Ojciec i nie tylko o Niego, bo o każdego z nas. Jezus w swojej walce staje się małym dzieckiem Ojca i w najbardziej dojmującym lęku woła do Niego: „Abba, Tatusiu”. Ty też możesz tak się modlić, gdy zacznie się w Tobie walka – walka o Ciebie. Czy zatem jest możliwe bycie chrześcijaninem bez walki, bez konfrontacji ze złem i zwycięstwem nad nim? Wyobrażam sobie, że gdyby teraz tu stanął egipski mnich, z długą brodą, wychudzony od postów, ze śniadą twarzą smaganą egipskim wiatrem i skruszonym sercem, to odpowiedziałby tak: „Jak niemożliwym jest zwycięstwo zawodnika, który nie stanął do walki, tak nie można stać się chrześcijaninem bez stoczenia wielu walk” [Ewagriusz z Pontu].

Jarosław Klimczyk CRL