Postulat
Nowonarodzone dzieci pierwsze chwile swojego życia spędzają najczęściej w szpitalu, na sali porodowej. Tam po raz pierwszy zachłystują się powietrzem, wydają swoje pierwsze dźwięki, a do ich oczu dociera światło ukazujące barwy świata.
Zakonnik swoje życie rozpoczyna od postulatu – swoistej poródówki w jednej z zakonnych parafii. Ja i mój współbrat Marek mieliśmy przyjemność rozpoczynać życie zakonne w Gietrzwałdzie. A to miejsce niezwykłe. Niewielka malownicza miejscowość na Warmii, w której objawiała się Matka Boża i nawoływała do modlitwy różańcowej stała się miejscem przeżywania naszego trzytygodniowego postulatu. Tam zaczęliśmy stawiać nasze pierwsze kroki na zakonnej drodze (gdyż zakonnicy od razu uczą się chodzić ). I tak jak dziecko zaczyna powoli poznawać swoich rodziców i rodzeństwo, tak my zaczęliśmy zaznajamiać się z rodziną zakonną Kanoników Regularnych Laterańskich.
Zaczęło się od ks.przeora, poprzez ks. proboszcza, księży wikariuszy, diakona i kleryków. Nowi współbracia, choć z pozoru poważni okazali się życzliwi i serdeczni. Pierwsze rozmowy wspólne posiłki i modlitwy powoli odkrywały nam blaski i cienie życia zakonnego. A propos posiłków – już dawno tak dobrze nie jedliśmy. Klerycy po przyjacielsku opowiadali nam o swoich doświadczeniach z postulatu i regułach panujących w zakonie.
Z nową wiedzą ruszyliśmy do pracy. Tak, tak o pracy. Bo zgodnie z łacińską sentencją „Ora et labora” zakonnik oprócz modlitwy powinien pracować. Dlatego uzbrojeni w miotły, motyki i kosiarki ruszyliśmy do sprzątania, wyrywania chwastów i koszenia trawy. Oczywiście bywały różne chwile – czasami przyjemne i wesołe, ale zdarzały się też cięższe momenty – tak jak w normalnym życiu. Nie zawsze przecież jest ochota do pracy i nie wszystkich ludzi od razu się pokocha. Mimo to, postulat wspominamy bardzo pozytywnie.
Modląc się, pracując, jedząc i wypoczywając dotrwaliśmy do rekolekcji. Przez dwa dni mieliśmy okazję modlić się, rozważać pismo święte i słuchać konferencji głoszonych z entuzjazmem przez ks. Jarosława. Poznaliśmy wtedy zakon od strony modlitewnej. W atmosferze wyciszenia i kontemplacji wyczekiwaliśmy pierwszego poranka nowicjatu. W uroczystość św. Augustyna, o świcie, podczas Mszy Świętej zostaliśmy przyjęci do nowicjatu. Siostry służki NMP przygotowały nam uroczyste śniadanie symbolizujące wielkanocne śniadanie zmartwychwstania. Tak weszliśmy w nowicjat. A co było dalej? To już inna historia...
Rafał Przestrzelski CRL